Wobec grzesznika


Ewangeliczna scena z grzeszną kobietą długo wędrowała po różnych miejscach w biblijnych rękopisach, zanim trafiła ostatecznie do ósmego rozdziału Dobrej Nowiny, przedstawionej przez Jana*. Ważnym przesłaniem dzieła Janowego jest Chrystus objawiający ludziom Boga. "Kto mnie widzi, widzi i Ojca" - mówi Jezus u Jana. Patrząc więc na Nauczyciela z Nazaretu możemy zobaczyć, co Bóg ma nam do przekazania.


Oto do Jezusa zostaje przyprowadzona osoba, co do której nie ma wątpliwości ("przyłapana na grzechu"), że postąpiła niezgodnie z Bożym Słowem. Podjęła współżycie seksualne poza małżeństwem. Wedle Bożego planu objawionego w Biblii jedynym miejscem pełnego zjednoczenia dwóch osób jest małżeństwo, rozumiane jako związek kobiety i mężczyzny. To oni, opuściwszy domy rodziców, mogą za sprawą Boga się połączyć i stać się jednym ciałem. Dlatego każde zbliżenie poza małżeństwem jest niebezpiecznym zejściem z Bożych ścieżek, które może przynieść, podobnie jak inne grzechy, wiele krzywdy żyjącym wokół ludziom. Kiedy przyjrzymy się jednak reakcji Jezusa, dostrzeżemy w niej przede wszystkim niezwykłe rozdzielenie grzechu od człowieka, który zbłądził.


Co czyni Jezus? Najpierw broni grzeszną kobietę przed kamieniami. Motywowana religijnie przemoc zostaje przez Jezusa nie tylko powstrzymana, ale i zakwestionowana. Bóg nie wyklucza człowieka z uwagi na jego wcześniejsze postępowanie, nie wzywa do krucjaty przeciwko niemu, nie obraża się na niego, nie potrzebuje też obrony swojego Słowa czynionej z nienawiścią, z kamieniami w ręku. W ogóle nie potrzebuje, aby ktoś za Niego wymierzał sprawiedliwość.


Co dzieje się dalej? Jezus pozwala teraz oskarżycielom dojrzeć prawdę o nich samych. Do tego trzeba nieco czasu, ciszy, zamyślenia, rozmowy z sobą samym. Nauczyciel pisze coś na piasku, a oskarżyciele okrywają własną kondycję, do której przynależy też grzeszność. Prawda wyzwala. Nikt, odkrywszy prawdę o sobie, nie podejmuje się sądzić drugiego z grzechów. Sąd pozostaje w gestii Boga. A Bóg, objawiający się w Jezusie, zamiast osądzać, od razu przebacza. Przebaczenie ratuje zaplątanego w zło człowieka. Wydobywa na wierzch zniszczoną przez grzech przyrodzoną godność Bożego dziecka. Nie gorszego od innych. "Nikt Cię nie osądził (potępił)? (...) I ja Cię nie osądzam (potępiam)."


Najpierw była więc obrona przed kamieniami, przed przemocą, przed wykluczeniem, teraz jest zaś miłość i wynikające z niej przebaczenie. Akceptacja osoby i dostrzeżenie jej godności. Ale na tym historia kobiety się nie kończy.


Na zakończenie - jakże ważny jest ten Chrystusowy porządek rzeczy - zostaje ona wezwana do zmiany swego zachowania. Wezwanie nie jest jednak sformułowane w formie warunku umożliwiającego w przyszłości spotkanie z kochającym Bogiem. Brzmi raczej jak zaproszenie do kroczenia Bożymi ścieżkami: "Idź (żyj), nie grzesz więcej." Chodzenie tymi szlakami, oznacza przede wszystkim pójście dalej za Jezusem, albo raczej razem z Jezusem. Jest to droga pełna miłości i przebaczenia, których znakiem jest niesienie krzyża. Codziennie. Tak właśnie życie każdego, kto uwierzył w Dobrą Nowinę, może stać się opowieścią o naśladowaniu Chrystusa.


A co jeśli, ktoś nie chce zmienić swojego zachowania? To samo. Jeśli naśladuję Chrystusa, odkładam kamienie, dostrzegam w pokorze prawdę o swojej kondycji, powstrzymuję się od wykluczania i przemocy, zauważam przyrodzoną godność każdego człowieka i zostawiam jego sądzenie Bogu.


* Wszelkie podobieństwo kobiety przyprowadzonej do Jezusa do każdego z nas, do każdego człowieka dotkniętego grzesznością, jest zapewne zamierzone.

211 wyświetlenia

FOLLOW ME

  • Facebook Classic
  • Twitter Classic
  • c-youtube

© 2023 by Samanta Jonse. Proudly created with Wix.com