O uchodźcach

Co mówi Biblia o uchodźcach? O przybyszach potrzebujących pomocy? O ludziach uciekających przed wojną lub głodem? Warto otworzyć Księgi Starego i Nowego Testamentu, by zobaczyć niezwykle jasne przesłanie.

„Weźcie w posiadanie królestwo, przygotowane wam od założenia świata! Bo byłem głodny, a daliście Mi jeść; byłem spragniony, a daliście Mi pić; byłem przybyszem, a przyjęliście Mnie” (Mt 25, 34-35).

Jezus z Nazaretu, który w dzieciństwie razem z rodzicami musiał uchodzić do Egiptu, zwracając się na kilka dni przed swoją śmiercią do uczniów powiedział, że przybysza potrzebującego schronienia wierzący powinni przyjąć pod dach. Mało tego, obiecał, że to sam Bóg przychodzi wówczas do nich w potrzebującym pomocy uchodźcy. Trudno tę wypowiedź Nauczyciela z Nazaretu odnieść jedynie do przybyszów – chrześcijan albo przybyszów – wędrownych kaznodziejów. Osobą, której zdaniem Chrystusa powinni pomóc Jego wyznawcy jest każdy człowiek (najmniejszy brat). Do takiej rozszerzającej, uniwersalistycznej interpretacji upoważnia bezpośredni kontekst cytowanego fragmentu z ewangelii Mateusza. Jest nim opowieść Jezusa o Sądzie Ostatecznym. Takie słowa Syna Człowieczego padną u końcu czasów i będą skierowane do wszystkich narodów, do wszystkich ludzi. Stąd wszelkie zawężenia interpretacyjne wydają się być nieuprawnione.

Kim jest biblijny "przybysz"?

Mimo to w wielu dyskusjach rodzi się pokusa zredukowania przybysza do osoby kulturowo i religijnie nam bliskiej. Może rzeczywiście przybysz, którego mamy przyjąć to wyłącznie potrzebujący schronienia chrześcijanin?

Przyjrzyjmy się co na temat mówi Biblia. Kto jest przybyszem, którego powinni przyjmować wierzący? Każdy potrzebujący schronienia niezależnie od jego poglądów, od jego wiary i przynależności kulturowej czy też wyłącznie osoba bliska nam religijnie, kulturowo, konwertyta lub przynajmniej ktoś deklarujący przyjęcie naszej wiary?

W I Mojż (Rodzaju, Bereszit) 23,3-4 natrafimy na takie słowa: „A potem (Abraham) powstał i odszedł od swej zmarłej (Sary) i zwrócił się do Hetytów z taką prośbą: Choć mieszkam wśród was jako przybysz, sprzedajcie mi tutaj u was grób na własność, abym mógł pochować moją zmarłą.”

Abraham określa sam siebie przybyszem. Potrzebował schronienia – znalazł je, potrzebował życzliwości – znalazł ją, chociaż pozostał wierny swoim wartościom, swojej wierze diametralnie innej od religii wyznawanej przez Hetytów.

W III Mojż (Kapłańska, Wajikra) 19, 33-34 zapisano następujące Boże przykazanie: „Jeżeli w waszym kraju osiedli się przybysz, nie będziecie go uciskać. Przybysza, który się osiedlił wśród was, będziecie uważać za obywatela. Będziesz go miłował jak siebie samego, bo i wy byliście przybyszami w ziemi egipskiej.”

Kim byli Izraelici w ziemi egipskiej? Poszukującymi schronienia przybyszami, potrzebującymi chleba, wygnańcami ekonomicznymi. Nie podzielali w żaden sposób egipskich wierzeń. Z wielkim dystansem i niechęcią odnosili się do świata wartości proponowanych przez starożytny Egipt.

I wreszcie V Mojż (Powtórzonego Prawa, Dewarim) 10,19 przynosi najbardziej radykalny Boży nakaz: „Wy także miłujcie przybysza, bo sami byliście przybyszami w ziemi egipskiej.”

Nie sposób zredukować tego nakazu do konwertytów, zawęzić do osób bliskich religijnie i kulturowo, bo przecież nie takimi przybyszami byli w Egipcie Izraelici.

Miłość nieprzyjaciół.

Ale pokusa redukowania czasem bywa silniejsza. Z ludźmi podszeptującymi tego rodzaju postępowanie polemizuje Jezus tłumacząc nakaz miłości bliźniego (Mt 5,43-44): „Słyszeliście, że powiedziano: Będziesz miłował swego bliźniego, a wroga swego nienawidził. A Ja wam powiadam: Miłujcie waszych nieprzyjaciół…”

O co chodzi? Przecież nigdzie w ST nie znajdziemy zapisanych wprost słów: Będziesz miłował swego bliźniego, a wroga swego nienawidził. Ale część czytelników odczytywała słowa nakazujące walkę z wrogimi ludami jako zachętę do nienawiści. I chociaż dla niektórych współczesnych Jezusowi z Nazaretu nauczycieli Słowa było jasne, że fragmenty te należy odczytywać jako zachętę do walki z grzechem, a nie grzesznikami, to jednak dostatecznie wielu myślało wtedy (i dzisiaj również) inaczej. Jezus musiał więc dla nich przeprowadzić interpretację tych fragmentów Biblii, które wzywały do niszczenia wrogich ludów. I wyłożył im (i nam) to tak: „Słyszeliście, że powiedziano: Będziesz miłował swego bliźniego, a wroga swego nienawidził. A Ja wam powiadam: Miłujcie waszych nieprzyjaciół…”

Dlaczego? Bo Bóg zsyła deszcz na każdego, także na wrogów. Słońce też świeci dla nich. W tym kontekście pada ze strony Jezusa wezwanie do doskonalenia się w miłości: „Bądźcie więc doskonali, jak doskonały jest Ojciec wasz niebieski”. To oczywiście nie oznacza akceptacji zła. Trzeba odróżnić grzech od grzesznika. To grzech ma być wrogiem, a nie grzesznik. Wezwanie do miłości nieprzyjaciół nie stanowi zachęty do podzielania wszystkich ich poglądów i wartości. Daje wręcz prawo do nazywania zła po imieniu. Ale droga jest trudna: Kochaj drugiego, także nieprzyjaciela i wskaż mu to, na co się nie zgadzasz.

Kto jest bliźnim?

W niesamowitej przypowieści o Samarytaninie Jezus z Nazaretu wskazuje w jaki sposób można stawać się bliźnim każdego człowieka. Czynić siebie bliźnim. Przez miłosierdzie okazane nieznajomemu. Pokonując lęk przed obcymi. Bo przecież nie wiadomo kim jest pobity człowiek leżący przy drodze, nad którym schyla się Samarytanin. Trzeba zatroszczyć się o obcego. Bo jeśli nawet w gospodzie okazało się, że napadnięty to Żyd (tego do końca nie wiemy), to i tak dla Samarytanina był wciąż obcym człowiekiem.

Będąc wiernym Bożemu Słowu, warto pozostawić cesarzowi (państwu), co cesarskie: rozpoznanie, kto jest rzeczywiście potrzebującym przybyszem, szukającym schronienia lub chleba, a kto terrorystą, wrogim żołnierzem, którego przyjmować nie trzeba. Chrześcijanin ma prawo domagać się sprawnego identyfikowania przestępców i terrorystów, choćby z tego powodu, że łoży na to podatki (oddaje cesarskie – cesarzowi) i rezygnuje z części swych wolności osobistych na rzecz uprawnień różnego rodzaju służb państwowych.

Terroryzmowi trzeba przeciwdziałać, a uchodźcom – pomagać. To proste i oczywiste.

Nie wolno ze strachu i tchórzostwa podsycać lęków i każdego przybysza, każdego leżącego przy drodze traktować jak potencjalnego przestępcę. Trzeba podejść i pomóc potrzebującemu. Nie można straszyć jego innością kulturową i religijną. W Europie bowiem wciąż jeszcze słychać echo Zagłady. Nie tak wcale dawno naszym Sąsiadom zarzucano, że są inni, że chcą opanować świat, narzucić swoje wartości, mówiono, że są brudni, że trudno ich nawrócić, że są przebiegli, że porywają dzieci, że zajęli całe dzielnice europejskich miast…

Nie wolno zapomnieć, że Jezus z Nazaretu przestrzegał wiele razy przed nienawiścią do ludzi, która rodzi się w sercu i prowadzi do straszliwych nieszczęść. Lepiej więc zachęcać do przyjmowania przybyszów. Do pomocy głodnym i spragnionym, bez względu na ich wiarę. Kiedyś przyjdzie z tego zdać sprawę.

FOLLOW ME

  • Facebook Classic
  • Twitter Classic
  • c-youtube

© 2023 by Samanta Jonse. Proudly created with Wix.com