Jezus. Bóg i Człowiek.

Wciąż budzi kontrowersje. Wciąż jest znakiem sprzeciwu. Wciąż fascynuje. Jezus z Nazaretu – prawdziwy człowiek – którego istnienia nie kwestionuje dziś żaden z poważnych historyków. I zarazem – prawdziwy Bóg – jak wierzą chrześcijanie.

HISTORYCY O JEZUSIE

Rzadko która z postaci historycznych, współczesnych Jezusowi, została tak dokładnie opisana. Oczywiście podstawowe źródła – Ewangelie, Dzieje i Listy Apostolskie zawierają przede wszystkim przesłanie wiary, są narzędziem do przekazania Dobrej Nowiny, ale jej głoszenie oparte jest przecież o zbiór wypowiedzi Jezusa i zdarzeń z Jego udziałem, zapamiętanych i przekazanych przez ludzi, którzy Go znali lub znali Jego uczniów.

Jeśli do tego dodamy apokryfy (czyli teksty, które nie zostały uznane za natchnione, choć możemy w nich niekiedy znaleźć nauczanie z czasów apostolskich) oraz ważniejsze od nich wczesne pisma Ojców Kościoła, to uzyskamy bardzo bogaty zbiór źródeł, wystarczający do historycznego dowodzenia istnienia Jezusa. Tym bardziej, że w najbliższym otoczeniu Jezusa pojawiają się postacie znane z innych historycznych źródeł. Wymieńmy tylko niektóre z nich: prefekt Poncjusz Piłat (w 1961 roku znaleziono kamienną stelę z jego nazwiskiem), Herod Wielki i jego synowie, zwłaszcza Antypas, arcykapłani Annasz i Kajfasz, wreszcie Jan Chrzciciel, a także Jakub, brat Jezusa. Wiemy też z ewangelii Łukasza, że Jezus przychodzi na świat za czasów cesarza Augusta, a naucza, gdy światem rzymskim włada cesarz Tyberiusz.

Oprócz wspomnianych tekstów chrześcijańskich, o Jezusie napisali także ważni historycy cesarstwa rzymskiego. Jeden z nich to żydowski intelektualista Józef Flawiusz, ulubieniec cesarza Tytusa. W napisanych przez niego „Dawnych dziejach Izraela” znajdujemy tekst, który po krytycznym przejrzeniu przez współczesnych historyków, brzmi następująco: „… W  tym czasie żył pewien mądry człowiek zwany Jezusem. Był to człowiek dobry i  sprawiedliwy. Wielu Żydów i ludzi innych narodowości stało się jego uczniami. Piłat skazał go na ukrzyżowanie i  śmierć. Lecz jego uczniowie nie przestali w niego wierzyć. Mówili, że żyje i  ukazał im się trzy dni po ukrzyżowaniu.” Kolejny tekst z tego samego dzieła opisuje śmierć Jakuba, pierwszego przywódcy chrześcijańskiej gminy w Jerozolimie: „Annasz „(…) stawił przed sądem Jakuba, brata Jezusa zwanego Chrystusem, oraz kilku innych. Oskarżył ich o  naruszenie prawa i  skazał na ukamienowanie.” Oprócz Flawiusza wzmiankę o Jezusie znajdziemy też u sławnego rzymskiego historyka Tacyta. Pisze on na początku II wieku m.in. o prześladowaniach chrześcijan w czasach cesarza Nerona: „…podstawił Neron winnych i  dotknął najbardziej wyszukanymi torturami tych, których znienawidzono z  powodu haniebnego zachowania, a  których ludzie chrześcijanami nazywali. Początek tej nazwie dał Chrystus, który za panowania Tyberiusza skazany został na śmierć przez prokuratora Poncjusza Piłata.”

Co możemy powiedzieć o historycznych ramach działalności Jezusa? Rodzi się najprawdopodobniej ok. 6 roku p.n.e. Jego matką jest Maria z Nazaretu, żona Józefa. Gdy Jezus przychodzi na świat, żyje jeszcze król Herod Wielki (umiera dwa lata później). Trwa też spis ludności zarządzony zanim legatem w Syrii został Kwiryniusz (6-9 n.e.) lub podczas wcześniejszego pobytu Kwiryniusza w Syrii (tak można odczytać zapisy z ewangelii Łukasza). Historycy wskazują, że chodzi zapewne o lokalny spis rozpoczęty w 8 roku p.n.e. i trwający do 6 roku p.n.e. Swoją publiczną działalność Jezus rozpocznie około 15 roku urzędowania cesarza Tyberiusza, czyli na przełomie lat 27/28 n.e. Zdąży przyjąć chrzest od Jana Chrzciciela, który wkrótce zostanie uwięziony. Na podstawie ewangelii Janowej możemy przyjąć, że Jezus, już jako nauczyciel z grupą uczniów będzie w Jerozolimie na Święta Paschy w roku 28 i 29 n.e. W roku 30 n.e. umrze na krzyżu w przeddzień kolejnego Święta Paschy, które akurat wówczas przypadało w szabat. Gdyby posłużyć się opisem zawartym w ewangeliach synoptycznych (Marka, Mateusza i Łukasza), działalność Jezusa od chrztu Janowego do śmierci i zmartwychwstania potrwa tylko około jednego roku.

KTOŚ WIĘCEJ NIŻ CZŁOWIEK

Śmierć i pogrzeb nie kończą historii Jezusa. Jego uczniowie zaczęli bowiem opowiadać, że poczynając od poranka 9 kwietnia 30 roku n.e. (licząc według ewangelii Jana) przez kilka kolejnych tygodni spotykali żyjącego Jezusa. I to wielokrotnie. Że ukazywał się im w Jerozolimie i w Galilei. Był to ten sam Jezus, choć nie taki sam. Przechodził przez ściany budynków. Pojawiał się i znikał. Trzeba było Go rozpoznać. Ale równocześnie jadł z uczniami i rozmawiał. Można było dotknąć śladów po jego ranach. Zmartwychwstał – głosili światu uczniowie. I byli gotowi życie poświęcić za tę dobrą wiadomość. I poświęcali.

Te wielkanocne wydarzenia spowodowały, że zaczęto w Jezusie odkrywać kogoś więcej niż człowieka wybranego i szczególnie umiłowanego przez Boga. Już wcześniej uczniowie byli przekonani, że spotkali Syna Człowieczego, czyli Bożego wysłannika w czasach ostatecznych. Mesjasza, a więc Tego, który miał uwolnić naród izraelski od wszelkich ciemiężców i zbudować Królestwo Boże. Rozumieli to królestwo różnie, choć przez lata wędrówki Jezus uczył ich na czym ono polega. Boże panowanie (Królestwo Boga, Królestwo Niebios) stanowiło centrum Jezusowego nauczania. Uczniowie wiedzieli, że jest inne niż ziemskie panowania (królestwa). Że rządzi się innymi prawami. Kto chce być w nim pierwszym, ma być ostatnim, a kto chce mieć władzę, powinien służyć innym. Że jest królestwem, w którym szczęśliwymi mogą stać się cisi, ubodzy, płaczący, smutni, cierpiący dla sprawiedliwości. Bo to właśnie oni będą pocieszeni. Że zasadą tego królestwa jest miłość i przebaczenie. Głoszeniu Dobrej Nowiny o królestwie Boga (Niebios) towarzyszyły cuda i znaki. To one oraz sposób w jaki głosił Nauczyciel – pełen troski, miłości i mądrości, przyciągały do Niego tłumy. Kim był Ten, który opowiadał o nowym królestwie, które nadchodzi, a zarazem w Nim już jest? Mesjaszem i Królem, czyli Pomazańcem (Chrystusem) i Synem Bożym w takim sensie w jakim kiedyś określano królów Izraela? Czy Kimś więcej?

Śmierć Jezusa i spotkania ze Zmartwychwstałym, których uczniowie byli pewni, stały się dla nich tak radykalnym przełomem, że zaczęli powoli odkrywać, kogo naprawdę spotkali. Teraz otworzyły się im oczy i rozumieli już, co znaczą biblijne zapowiedzi dotyczące Mesjasza. Zwłaszcza słowa z 53 rozdziału Księgi Izajasza, który kilkaset lat przed narodzeniem Chrystusa prorokował: „Lecz On był przebity za nasze grzechy, zdruzgotany za nasze winy (…) w Jego ranach jest nasze uzdrowienie.” Słowa i zdarzenia z udziałem Jezusa, których uczniowie stali się świadkami, nabierały teraz niesamowitego sensu.

Przypomnieli sobie, że przecież „uczył wszystkich jak ten, który ma władzę, a nie jak uczeni w Piśmie”. (Mt 7,29) Tłumacząc Torę powtarzał: „ Słyszeliście, że powiedziano, a Ja wam mówię…” Kto może głosić w ten sposób? Nauczyciel czy Prawodawca? Że zwracał się do Boga w ogrodzie Getsemani wołając Abba, Ojcze mój, Tatusiu (Mk 14,36), i że miał z Bogiem jakąś trudną do opisania, bliską, intymną wręcz więź. Chodził po wodzie, burzę uciszał (Mt 14,22-33). Przemienił się wobec kilku uczniów na górze Tabor (Łk 9, 28n). Uzdrawiał chorych. Wskrzeszał umarłych. Wprowadzał nowe porządki w świątyni. Kto może to zrobić? No i grzechy przebaczał, a kto może grzechy przebaczać, jeśli nie sam Bóg? (Mk 2,1-12) Kto może wreszcie przynieść przebaczenie grzechów wszystkim ludziom? Za darmo, za nic. Kto może dać nowe życie, bez grzechu i śmierci każdemu człowiekowi? Kto jest w stanie ostatecznie pokonać Złego i śmierć? Kto to może uczynić? Jakiś człowiek albo jakieś inne stworzenie? Nie. To wszystko może być jedynie dziełem Boga.

UMARŁ I ZMARTWYCHWSTAŁ

Pierwsze wyznanie wiary (przytacza je Apostoł Paweł w 15 rozdziale Listu do Koryntian), sformułowane jeszcze w latach 30. n.e. tuż po śmierci Jezusa, brzmiało: „…Chrystus umarł zgodnie z Pismem – za nasze grzechy, (…) został pogrzebany, (…) zmartwychwstał trzeciego dnia, zgodnie z Pismem; i (…) ukazał się Kefasowi, a potem Dwunastu…”. Wydarzenia wielkanocne – śmierć i zmartwychwstanie Jezusa, i ich głęboki sens – zwycięstwo nad grzechem i śmiercią, zbudowały w uczniach przeświadczenie, że w swoim Nauczycielu spotkali samego Boga. Uwierzyli, że w Jezusie objawił im się Bóg jeden i jedyny. W tym duchu zinterpretowali swoje z Nim po Galilei i Judei wędrowanie. Zrozumieli, co znaczyły Jego słowa skierowane do jednego z nich: „Filipie, tak długo jestem z wami, a jeszcze Mnie nie poznałeś? Kto Mnie zobaczył, zobaczył także i Ojca” (J, 14,8). I jeszcze wiele innych zdań o podobnym znaczeniu: „Ja i Ojciec jedno jesteśmy. … wierzcie moim dziełom, abyście poznali i wiedzieli, że Ojciec jest we Mnie, a Ja w Ojcu” (J 10,30 i 38b).

Przeświadczenie uczniów, że w Jezusie spotkali, zobaczyli i poznali Boga samego, bo przecież tylko sam Bóg mógł ostatecznie pokonać grzech i śmierć, sprawiło, że pierwsi chrześcijanie z przejęciem odkrywali tajemnice dotyczące Boga. W tym jednym i jedynym Bogu dzieją się odwiecznie niesamowite relacje. Napisze o nich natchniony przez Ducha Świętego autor ewangelii według Jana: „Na początku było Słowo, a Słowo było u Boga, i Bogiem było Słowo.” I kilkanaście wersów dalej odniesie tę tajemnicę odwiecznych relacji jakie mają miejsce w Bogu jednym i jedynym do historii jaka wydarzyła się w Jezusie: „A Słowo stało się ciałem (wcieliło się) i zamieszkało (rozbiło namiot) wśród nas (J 1,1 i 14).

Apostoł Paweł w Liście do Filipian spróbuje z kolei tak opisać relację Chrystusa do Boga-Ojca i wcielenie: „On, będąc w postaci (mając naturę) Boga, nie skorzystał ze sposobności, aby na równi być z Bogiem, lecz ogołocił samego siebie, przyjął postać sługi i stał się podobnym do ludzi. A w zewnętrznym przejawie, uznany za człowieka, uniżył samego siebie i stał się posłusznym aż do śmierci – i to śmierci krzyżowej” (Flp 2,6-8).

Autor Listu do Hebrajczyków wyjaśni zaś w początkowych wersach: „Wielokrotnie i na różne sposoby przemawiał niegdyś Bóg do ojców przez proroków, a w tych ostatecznych dniach przemówił do nas przez Syna. Jego to ustanowił dziedzicem wszystkich rzeczy, przez Niego też stworzył wszechświat. Ten (Syn), który jest odblaskiem Jego chwały i odbiciem Jego istoty, podtrzymuje wszystko słowem swej potęgi, a dokonawszy oczyszczenia z grzechów, zasiadł po prawicy Majestatu na wysokościach” (Hebr 1,1-3).

Czego się dowiadujemy z tych trzech kluczowych tekstów o Chrystusie?

Chrystus (Słowo) jest Bogiem. Jest odbiciem Bożej chwały. Wręcz odbiciem Bożej istoty (natury). Od zawsze. Odwiecznie, w tym sensie od początku. Stworzenie jest wobec Niego wtórne. Dzięki Niemu (przez Słowo) wszystko (co stworzone) zaistniało. On sam istniał w postaci (naturze) Bożej. Stał się dla nas człowiekiem (wcielił się) i zamieszkał między nami. Uniżył samego siebie i był posłuszny aż do śmierci na krzyżu. Patrząc na Jezusa i słuchając go, możemy zobaczyć i usłyszeć samego Boga. Chrystus dokonał przez śmierć na krzyżu i zmartwychwstanie oczyszczenia z grzechów każdego człowieka i obdarowania go nowym, wiecznym życiem. A przemienione, nowe człowieczeństwo, zostaje w Nim wyniesione do Boga („…zasiadł po prawicy Majestatu”).

W kontekście tych tekstów w pełni zrozumiałe staje się zdanie, które streszcza chyba najlepiej sens tego, co wydarzyło się w Jezusie: Bóg tak umiłował świat, że Syna swego Jednorodzonego dał, aby każdy, kto w Niego wierzy, nie zginął, ale miał życie wieczne (J 3,16).

JEZUS JEST PANEM

To uniżenie i posłuszeństwo, które ma miejsce w czasie Wcielenia, stanowi dobre wyjaśnienie dla zdania z ewangelii Jana, będącego niekiedy podstawą do fałszywych twierdzeń (odrzuconych przez starożytnych chrześcijan i zarazem wciąż wracających w postaci różnych doktryn), że Słowo jest wyjątkowym stworzeniem podporządkowanym Bogu, albo że Chrystus był człowiekiem adoptowanym przez Boga i w tym sensie Synem Bożym. Zdanie, które wywołało tyle kontrowersji brzmi: „…idę do Ojca, bo Ojciec większy jest ode Mnie” (J 14,28). Jak je wyjaśnić? To oczywiste, że w czasie gdy Chrystus ogołocił, uniżył samego siebie, stał się człowiekiem, przyjął postać sługi, mógł powiedzieć „Ojciec większy jest ode mnie”. Zdanie to jednak nie upoważnia do twierdzenia, że Chrystus jest stworzeniem, albo że został adoptowany. Jeszcze raz wróćmy do ewangelii Jana: „…Na początku (a więc przed dziełem stwarzania, odwiecznie) było Słowo i Słowo było u Boga i Bogiem było Słowo (…) i wszystko zaistniało (stało się) dzięki Niemu (całe stworzenie jest więc wtórne w stosunku do Słowa i zależne od Niego)”. I co najważniejsze – żadne stworzenie nie mogło dokonać powszechnego zbawienia. To wyłącznie dzieło Boga samego. Tak jak Izrael sam nie mógł wyjść z niewoli w Egipcie i potrzebował Bożej interwencji, podobnie nikt z ludzi nie może siebie i innych osób uwolnić z niewoli grzechu, od winy za grzechy, od śmierci, i nie może dać sobie i innym życia wiecznego. Tu potrzeba było interwencji Boga samego. Dlatego na kartach Nowego Testamentu uczniowie wyznali, że Mesjasz, Król, Pomazaniec (Christos) jest Panem (Kyrios). A uczynili to dobrze wiedząc, że słowa Kyrios używano w świecie judeo-chrześcijańskim jako imienia dla nazwania jedynego Boga (ekwiwalent hebrajskiego imienia Adonai). To dzięki działaniu Pana (za darmo), ci którzy uwierzyli, zostali zbawieni – usprawiedliwieni (Rz 3,23).

ŚWIATŁOŚĆ ZE ŚWIATŁOŚCI

Przekonanie o objawieniu się Boga w Chrystusie umacniało się, a czytane w gminach teksty biblijne stały się punktem wyjścia do zdefiniowania prawd wiary. Chrześcijanie zgromadzeni na Soborze w Nicei w 325 roku wyznali, że Chrystus to: „Światłość ze Światłości, Bóg prawdziwy z Boga prawdziwego, Zrodzony, a nie stworzony, Współistotny Ojcu…” Co to znaczy? Jak można to zrozumieć? Zachowując wierność Bożemu Słowu, możemy spróbować przybliżyć sobie to, o czym dowiadujemy się z kart Nowego Testamentu. Tak właśnie czynili starożytni chrześcijanie. Bóg jest jeden. Od zawsze (odwiecznie) poznaje siebie. Owocem poznania jest Słowo. Bóg poznaje siebie w sposób doskonały, absolutny. Tak więc Słowo, które Bóg rodzi (czyli jest Ojcem) na swój temat jest jedno i takie samo jak On. Ma taką samą istotę, naturę. Jest współistotne (takie samo i równe) Ojcu. Jak światło ze światła, tak Syn z Ojca. Ten właśnie Syn stał się człowiekiem, czyli przyjął (wcielił się) ciało (człowieczeństwo, naturę ludzką). Przedstawienie życia (relacji) dokonującego się w Bogu w niczym nie zmienia fundamentalnej prawdy o tym, że Bóg jest jeden. Na kolejnych soborach kontynuowano tę próbę zrozumienia relacji jakie istnieją w Bogu. Sobór chalcedoński w 451 roku podsumował, że Jezus Chrystus dźwigał (był podstawą, hipostazą i w tym znaczeniu – osobą) dwie natury. Boską i ludzką – bez zmieszania, bez zmiany, bez rozdzielania i rozłączania. Jezus Chrystus był więc współistotny (taki sam) Bogu Ojcu w Bóstwie i nam ludziom współistotny (taki sam we wszystkim oprócz grzechu) w człowieczeństwie. Prawdziwy Bóg i prawdziwy człowiek w jednej osobie Jezusa Chrystusa. 

BÓG Z NAMI

Dlaczego chrześcijanie z taką pasją zgłębiali prawdę o Bogu? Chcieli Go lepiej poznać i lepiej zrozumieć, co zrobił dla człowieka. Robią to do dzisiaj, studiując Boże Słowo, również w obliczu takich tragedii jak wojny światowe, ludobójstwa, katastrofy. I w ciszy pokoju swojego studiowania odkrywają, jak Bóg w Jezusie w pełni utożsamił się z człowiekiem. Także z jego cierpieniem, samotnością, śmiercią… Niesie je w sobie. Zjednoczony w pełni z człowiekiem,  kocha każdego z nas do końca. Jest naprawdę Bogiem z nami, także gdy krzyczymy w rozpaczy: Czemu mnie opuściłeś?! Wyzwalający (Bóg) niesie wyzwalanego (człowieka) w sobie. W ten sposób zostajemy uwolnieni i przeniesieni przez śmierć do nowego, wiecznego życia przez Boga samego. I to za nic, bez żadnej wcześniejszej naszej, ludzkiej zasługi. Po prostu z miłości. Aby skorzystać z tego podarunku łaski wystarczy przyjąć go przez wiarę. A dobre życie będzie owocem tego wyboru.

FOLLOW ME

  • Facebook Classic
  • Twitter Classic
  • c-youtube

© 2023 by Samanta Jonse. Proudly created with Wix.com