Boże drogi

Mędrcy, o których czytamy w Ewangelii Mateusza (Mt 2, 1-12), byli, jak wszystko wskazuje, astrologami interpretującymi rzeczywistość na podstawie obserwacji gwiazd. Redaktor mateuszowej Ewangelii w pięknym midraszu użył na określenie wędrowców ze Wschodu greckiego terminu magoi, który oznacza magów, czyli osoby zajmujące się astrologią, magią, alchemią, tłumaczeniem snów. Mędrcy pochodzili najprawdopodobniej z Persji, która w czasach Oktawiana Augusta zwana była powszechnie Królestwem Partów. Byli więc cudzoziemcami i w dodatku gojami, czyli osobami niewierzącymi, spoza Izraela. Wpatrzeni w gwiazdę wędrowali w stronę domniemanego miejsca narodzin Mesjasza. Szli zapewne drogami przemierzanymi niegdyś przez Abrahama, a później przez Izraelitów powracających z wygnania w Babilonii. W Jerozolimie skonfrontowali swoje przypuszczenia z zapowiedziami zawartymi w proroctwach biblijnych. Poszukiwali uczciwie, więc nie obawiali się sięgnąć do tego źródła. Potwierdzili swoje intuicje i dowiedzieli się dokładnie, gdzie ma się narodzić nowy król. Tak obce sobie kultury i wrażliwości, zawarte poszukiwaniach i oczekiwaniach, splotły się w jedną drogę do Betlejem. Bóg zadbał, by ludzie z różnych stron mogli wybranymi przez Niego drogami dotrzeć do pełni objawienia. Jedni z proroctwami w ręku, inni wpatrzeni w gwiazdy, razem nawzajem siebie ciekawi.


Drogi, na których ludzie poszukują Boga nie zawsze są zbieżne z naszymi wyobrażeniami na temat szlaków wiodących na spotkanie z Panem. Niekiedy ulegamy pokusie dyskredytowania cudzych wędrówek. Oceniamy, że są niezgodne z Biblią albo nauką kościoła i tym samym zamykamy się na poszukiwaczy. A ich ścieżki są po prostu inne od naszych. Na szczęście Bóg troszczy się o wszystkich ludzi. Bo w porządku stworzenia są Jego dziećmi, które noszą w sobie obraz i podobieństwo do swego Ojca, choć nie zawsze są tego świadome.


Stając się w Chrystusie człowiekiem, Bóg przyjmuje na siebie człowieczeństwo przynależne wszystkim ludziom i przeprowadza je przez krzyż i zmartwychwstanie do nowego życia, tym samym proponując, aby ludzie stali się dziećmi Bożymi w nowym, zbawczym porządku. Aby narodzili się na nowo do życia we wspólnocie z Bogiem, bez końca.


Magowie znajdują Mesjasza (Chrystusa) w dziecku leżącym w betlejemskim żłobie. Dostęp do Boga nie jest obwarowany murami nazbyt gorliwie i zazdrośnie pojętej "świętości". Dziecko można wziąć w ramiona. Można w Nim przytulić siebie i innych ludzi, również tych, którzy przyszli do Chrystusa innymi, czasem dziwnymi drogami. Odtąd Chrystus będzie wspólną drogą i jedną gwiazdą prowadzącą wszystkich, którzy różnymi ścieżkami do Niego zawędrowali. Czy to oznacza, że w Chrystusie nie ma już wolności? Że nie ma w Nim różnych dróg poznania Boga? Ależ skąd. Jest w Nim nieograniczona przestrzeń, w której każdy może znaleźć swoje osobiste powołanie, swój własny szlak. Idąc nim nigdy nie będzie już sam. Bo przyglądając się Dziecku w Betlejem, kłaniając się mu razem z mędrcami możemy odkryć, że przyszedł do naszego życia Emmanuel - Bóg z nami, który zatroszczy się o nas, ostrzeże gdy trzeba, jak mędrców ze Wchodu i poprowadzi bezpieczną, choć nie zawsze łatwą i szeroką drogą.

287 wyświetlenia

FOLLOW ME

  • Facebook Classic
  • Twitter Classic
  • c-youtube

© 2023 by Samanta Jonse. Proudly created with Wix.com