O kobiecie i mężczyźnie

O małżeństwie napisano już tysiące artykułów i książek. Najczęściej w formie poradników. Są one w cenie, bo ta ważna instytucja wymaga ciągłej dbałości. Trzeba się nad nią wciąż zastanawiać. Od czasu do czasu warto to czynić z Biblią w ręku, przypominając sobie najważniejsze prawdy dotyczące związku kobiety i mężczyzny.

Biblia w wielu miejscach wypowiada się na temat małżeństwa. Teksty ze Starego i Nowego Testamentu są pełne treści, które stale domagają się odkrywania. Poszukiwania współczesnego rozumienia poszczególnych fragmentów Biblii nie mogą być jednak oderwane od dotychczasowej tradycji ich odczytywania.

JEDNO CIAŁO

Jezus wygłasza swój wykład o małżeństwie przy okazji sporu o rozwody (Mt 19, 3-9). Dwie współczesne Nauczycielowi z Nazaretu szkoły interpretatorów Biblii spierały się o to, czy do rozwodu może dojść z każdego powodu, czy też w wyjątkowej sytuacji. Punktem wyjścia był tekst z V Księgi Mojżeszowej (Dewarim) 24,1. Kiedy można wręczyć kobiecie list rozwodowy i oddalić ją? Natchniony tekst mówi, że wówczas, gdy mąż znajdzie u żony „coś odrażającego” (hebr. erwat dawar). Czyli co? Wszystko, co wzbudzi jego niechęć – odpowiadali zwolennicy rabbiego Hillela. Ich oponenci ze szkoły rabbiego Szamaja twierdzili, że dotyczy to wyłącznie cudzołóstwa (zdrady, rozwiązłości). I tocząc tę dyskusję, faryzeusze przyszli do Jezusa. A On wygłosił im wykład o małżeństwie. Czego się od Niego dowiedzieli?

Najpierw usłyszeli, że małżeństwo jest Bożym planem dla kobiety i mężczyzny. Sposobem na zaradzenie ich egzystencjalnej samotności i zarazem twórczym dopełnieniem. Jezus przypomina rozmówcom, w oparciu o księgę Bereszit (I Mojż), że jeden Bóg stworzył człowieka na swój obraz i podobieństwo. Bycie jednym (hebr. echad) należy do istoty Boga, a tym samym do istoty jego obrazu. I z tego właśnie powodu – obecnego w każdym człowieku obrazu jednego Boga, rodzi się w kobiecie i mężczyźnie tęsknota za jednością, do której zostali powołani, dzięki której mogą być prawdziwie sobą. Jest to tęsknota za wszystkim, co wiąże się z jednością, a więc za harmonią, pokojem, komplementarnością. Dlatego mężczyzna opuszcza ojca i matkę i łączy się z żoną, i tak stają się jednym ciałem. Nie są już dwoje, ale są jedno ciało. Oto koncepcja małżeństwa według Bożego planu. Tak wyłożył ją Jezus. Mąż i żona są razem, stają się jednym ciałem, bo noszą w sobie obraz Jednego Boga, wywołujący w nich tęsknotę za jednością, do której zostali stworzeni i zarazem powołani. Z tego właśnie wynika ich połączenie. Niesamowite.

Ze względu na tę niemal mistyczną jedność, Jezus podsumowuje swój wykład o małżeństwie fundamentalną zasadą: Co więc Bóg złączył, człowiek niech nie rozdziela.

CZY MOŻLIWY JEST ROZWÓD?                                                                            

Czy są jakieś wyjątki od zasady nierozerwalności małżeńskiego związku? Owszem są. Ale jak to z wyjątkami bywa – potwierdzają one biblijną regułę: Małżeństwo jest związkiem jednego mężczyzny z jedną kobietą i jest to związek nierozerwalny.

Jezus, dyskutując z faryzeuszami, wyraźnie wskazuje, że rozwody są złem. Istnieją, bo ludzie mają zatwardziałe serca. Ale równocześnie Nauczyciel z Nazaretu wspomina o jednym wyjątku (Mt 19,9) od zasady nierozerwalności – o rozwiązłości. Rozwiązłość (porneia) to zachowanie, które bardziej od cudzołóstwa (moicheia), przypomina nierząd. We współczesnym języku polskim greckie słowo porneia najlepiej chyba oddaje pogardliwe znaczenie wyrażenia puszczać się. Słownik języka polskiego definiuje to zachowanie jako odbywanie (wielokrotne, trwałe) przygodnych stosunków seksualnych. Jezus staje po stronie porzuconego w ten sposób małżonka. Daje mu szansę na usprawiedliwione wyłączenie zasady nierozerwalności. Dlatego chrześcijanie, powołując się na ten wyjątek (zwany klauzulą Mateuszową), pozwalają w wielu kościołach małżonkom zdradzonym i porzuconym w sposób wynikający z rozumienia słowa porneia, na zawarcie ponownego związku. Orzekającym o rozpadzie poprzedniego jest Kościół. Dzieje się to na mocy uprawnienia danego przez Jezusa: „Wszystko, co zwiążecie na ziemi, będzie związane w niebie, a co rozwiążecie na ziemi, będzie rozwiązane w niebie” (Mt 18,18). Władzę związywania i rozwiązywania należy rozumieć w kontekście napominania do przestrzegania Bożego Słowa. Duszpasterze mają najpierw zachęcać do ratowania związku. Upomnieć grzeszącego w cztery oczy, upomnieć w obecności świadków, w obecności przedstawicieli Kościoła. Wezwać osobę dopuszczającą się rozwiązłości do nawrócenia i zaoferować jej przebaczenie grzechów. Ale co zrobić, jeśli zdradzający i porzucający małżonek nie chce wrócić do domu Ojca? Rozpoznać taką sytuację i orzec, że zachodzi wyjątek opisany w klauzuli Mateuszowej, tym samym otwierając przed porzuconym i skrzywdzonym małżonkiem możliwość zawarcia ponownego związku. Tak czyni większość kościołów protestanckich.

Niektóre kościoły (np. katolicki), widząc zachowanie porzucającego i trwającego w grzechu małżonka, swoje rozpoznanie kierują na moment zawarcia związku i orzekają, że związek nigdy nie zaistniał, bo jeden z małżonków był do niego niedojrzały i nie rozumiał zasad dotyczących chrześcijańskiego małżeństwa.

We wszystkich kościołach, choć różnie rozumiany w praktyce, wyjątek z klauzuli Mateuszowej potwierdza regułę dotyczącą nierozerwalności małżeństwa.

Drugim i zarazem ostatnim wyjątkiem od zasady nierozerwalności, powszechnie uznawanym przez chrześcijan, począwszy od starożytności, jest tzw. klauzula Pawłowa. W Pierwszym Liście do Koryntian apostoł Paweł napisał: „Gdyby niewierzący (małżonek) chciał odejść, niech odejdzie. Nie jest skrępowany brat, ani siostra w tym przypadku, bo Bóg powołał nas do życia w pokoju” (I Kor 7,15). I znów Bóg staje po stronie porzuconego. Daje mu szansę na zawarcie nowego związku. Kiedy?

Jeśli jego małżonek swoimi czynami, swoim życiem okazuje, że nie wierzy w Boga i równocześnie decyduje się (znów swoim zachowaniem) odejść. Klauzula ta odnosi się przede wszystkim do tzw. małżeństw mieszanych, w których jeden z małżonków jest od momentu zawarcia związku niewierzący, a drugi wyznaje wiarę w Boga zbawiającego przez Chrystusa. Tak to wyglądało kiedyś w Koryncie. Ale w świetle Bożego Słowa na brak wiary u osoby nominalnie związanej z jakimś kościołem może wskazywać np. uporczywe trwanie w grzechu (Mt 18,17). Kto w takim razie może stwierdzić, że zostały przez jednego z małżonków spełnione oba warunki (nie wierzy i chce odejść)? Podobnie jak w poprzednim wypadku (klauzuli Mateuszowej), rozpoznającym i orzekającym w takiej sprawie będzie Kościół, działający przez swoich przedstawicieli, którym Jezus dał władzę związywania i rozwiązywania. Przed nimi stanie trudne zadanie. Znów trzeba je podjąć w kontekście napominania, wzywając grzesznika do nawrócenia. Skrzywdzonemu zaś małżonkowi pomagając w dokonaniu oczyszczającego przebaczenia. A co w sytuacji trwania w grzechu przez krzywdziciela? Jeśli np. mąż nadużywa alkoholu, bije żonę albo gwałci dzieci i mimo wielokrotnych napomnień nie chce się nawrócić, to swoim zachowaniem, całym swoim życiem potwierdza, że lekceważy Boga i jest w istocie niewierzący. Nauczanie Jezusa o upominaniu kończy się upoważnieniem do stwierdzenia, że jeśli grzesznik nie usłucha napomnień Kościoła, może zostać potraktowany jako niewierzący, wręcz jako poganin (Mt 18,17). W tym kontekście warto też pamiętać o liście Jakuba, w którym autor pisze o „wierzących” demonach (Jk 2,14-19). Trwanie w grzechach, uderzających w życie rodzinne (np. przywołana już przemoc wobec domowników), jest równocześnie deklaracją odejścia, składaną życiem i czynami przez trwale grzeszącego (niewierzącego) małżonka. Jeśli więc duszpasterze stwierdzą, że niewierzący chce odejść, to w myśl Słowa Bożego, małżonek pokrzywdzony nie jest skrępowany – może zawrzeć ponowny związek. Tak klauzulę Pawłową i jej stosowanie rozumie większość Kościołów chrześcijańskich.

Niektóre Kościoły (np. katolicki) postępują w praktyce nieco inaczej wobec tego rodzaju przypadków. Widząc zachowania krzywdzącego małżonka orzekają o tym, że związek małżeński nigdy nie istniał, bo krzywdziciel kompletnie nie rozumiał istoty małżeństwa, nie był dostatecznie dojrzały, aby pojmować do czego się zobowiązuje.

Bywa i tak w praktyce duszpasterskiej, że niektórzy duchowni akcentując słusznie zasadę nierozerwalności, zapominają o biblijnych wyjątkach (klauzuli Mateuszowej i Pawłowej) i nakładają na zdradzanych i krzywdzonych małżonków ciężary ponad ich siły, każąc im trwać w związkach z osobami dramatycznie ich niszczącymi (np. znęcaniem) lub dopuszczającymi się stale rozwiązłości. Duszpasterze ci nie chcą pamiętać, że Bóg opowiedział się po stronie skrzywdzonych małżonków, dopuszczając dwa wyjątki od zasady nierozerwalności.

Ale bywa też odwrotnie. Są duchowni, zbory i kościoły, w których praktycznie można się rozejść z jakiegokolwiek powodu. Napomnienie, wezwanie do nawrócenia, zachęta do ratowania związku, zostały zapomniane. Pojednanie w tej dziedzinie zostało uznane za niepoprawne politycznie. Wszystko dlatego, aby nie urazić wiernych osadzonych w regułach tego świata, prezentowanych w mediach przez niewierzących doradców małżeńskich lub gwiazdy show-biznesu, będące w trakcie kolejnych rozwodów.

Są też i tacy teologowie, którzy zgłębiają uczciwie Pismo Święte i szukają w nim szerokich kontekstów kulturowych i biblijnych dla rozumienia małżeństwa i rozwodów. Podnoszą słusznie, na podstawie umów ślubnych Izraelitów, że małżonkowie zobowiązywali się w nich – m.in. w oparciu o II Mojż 21,11n – do dbałości o pożywienie, odzież i pożycie intymne. Niespełnienie któregoś z warunków mogło być powodem do rozwodu. Zapominają jednak, że fragment z II Mojż 21,11n bardziej niż o powodach rozwodu mówi o warunkach odejścia bez wykupu żony – niewolnicy. Trzeba też pamiętać, że nawet jeśli takie zobowiązania znajdowały się w umowach ślubnych, to dotyczyły i dotyczą małżeństw z kręgu kulturowego, w którym obowiązującą stała się (i to już w czasach Jezusa) interpretacja V Mojż (Dewarim) 24,1, pozwalająca na rozwód z jakiegokolwiek powodu. Rabi Jeszua z Nazaretu zdecydowanie sprzeciwiał się takiemu rozumieniu związku małżeńskiego.

POWOŁANIE MAŁŻONKÓW

Pierwsze zdanie jakie Bóg wypowiada do mężczyzny i kobiety jest błogosławieństwem (wskazaniem, życzeniem szczęścia) i brzmi: „Bądźcie płodni, mnóżcie się, zaludniajcie ziemię i czyńcie ją sobie poddaną” (I Mojż, Bereszit 1,28). Aby podjąć to powołanie do tworzenia życia i mądrego służenia ziemi, bo to właśnie znaczy czynić ją sobie poddaną, mężczyzna i kobieta mają stać się jednym (echad) ciałem – wypełnić powołanie, do którego wzywa ich noszony w sercu obraz jednego (echad) Boga, Stwórcy Wszechświata. Nowe, ludzkie życie, aby mogło się począć i rozwijać, potrzebuje trwałej jedności, bezpiecznego środowiska, gotowego do podjęcia odpowiedzialności za proces kształtowania – wychowania. To nowe życie potrzebuje ojca i matki. Jest owocem, który rodzi się i rośnie dzięki ich jedności.

Ale to nie jedyne powołanie małżonków. Mąż i żona są przede wszystkim darem i zadaniem dla siebie nawzajem. Mają opuścić ojca i matkę (swoje dotychczasowe życia) i złączyć się (hebr. dabaq). To jednoczenie się (dabaq) jest procesem. Oznacza dążenie do bliskości, jedności, otwieranie siebie na drugiego, aby go przyjąć, ugościć w sobie (jedno ciało), umiłować jak siebie samego (jedno ciało). W istocie jednoczenie się małżonków, stawanie się jednym ciałem jest uświęcaniem, czyli kształtowaniem się wynikającym z noszonego w sercu obrazu Jednego (echad) Boga. Tak wędrowanie do jedności, będące realizacją powołania, uświęca męża i żonę.

KSZTAŁT MAŁŻEŃSTWA

Biblia przynosi jeszcze jeden bardzo ważny aspekt jednoczenia się (uświęcenia) małżonków. Związek małżeński mężczyzny i kobiety będzie wielokrotnie na kartach Pisma Świętego przywoływany w kontekście przymierza, jakie Bóg zawiera ze swoim ludem. Tym obrazem posłuży się też Paweł Apostoł opisując w Liście do Efezjan istotę małżeńskiego przymierza: „Dlatego opuści człowiek ojca i matkę, a połączy się z żoną swoją, i będą dwoje jednym ciałem. Tajemnica to wielka, a ja mówię: w odniesieniu do Chrystusa i do Kościoła” (Ef 5, 31-32). Relacja męża i żony, ich miłość, przyjaźń, wzajemne oddanie, zostają przyrównane do relacji Chrystusa do Kościoła, do miłości jaką Bóg pokochał ludzi. Apostoł Paweł przedstawia szczegóły tego przymierza. Dzisiaj niektórym czytelnikom mogą sprawiać one kłopot. Posłuchajmy: „Żony niech będą poddane mężom, jak Panu, bo mąż jest głową żony, jak Chrystus – Głową Kościoła (…) Lecz jak Kościół poddany jest Chrystusowi, tak żony mężom we wszystkim” (Ef 5, 23-24). Słowa te w żaden sposób nie są oczywiście zachętą do męskiego szowinizmu czy autorytaryzmu. Wszelkie przywoływanie porównań do sposobu sprawowania władzy przez świeckich władców, biblijnych królów, a nawet współczesnych przywódców demokratycznych czy też szefów korporacji jest bezpodstawne i bezsensowne. „Nie tak będzie między wami” – mówi bowiem Jezus – i kreśli zupełnie inny model relacji: „Kto by między wami chciał się stać wielkim, niech będzie sługą waszym (…) Bo i Syn Człowieczy nie przyszedł, aby mu służono, lecz żeby służyć i dać swoje życie na okup za wielu” (Mk 10, 42-45). Co więc znaczy być Panem? Wystarczy spojrzeć na Jezusa i jego relacje z ludźmi. Być Panem to służyć, nogi umywać, być gotowym do poświęcenia, do oddania życia, do przebaczenia, zawsze… Dlatego Paweł napisze dalej Efezjanom: „Mężowie miłujcie żony, bo i Chrystus umiłował Kościół i wydał samego siebie, aby go uświęcić” (Ef 5, 24). Taka właśnie postawa – pełna oddania, przebaczenia, służby codziennej, promieniująca miłością gotową do poświęceń – powodowała, że uczniowie (Kościół) szli za Chrystusem. Ich oddanie było odpowiedzią z miłości na miłość do końca, jaką dostrzegli w swoim Panu. Do takiego rozumienia relacji małżeńskich zaprasza Boże Słowo. Zjednoczenie (uświęcenie) męża i żony staje się obrazem jednego Boga, który do końca umiłował swój lud. Tak umiłował, że Syna swego dał, aby nikt kto wierzy, nie zginął. Małżonkowie wiedzą już jak mają się kochać. O tej Dobrej Nowinie powinni opowiadać wszystkim całym życiem, zwłaszcza swoim dzieciom. Nie sposób tego uczynić bez Boga. Dlatego zaślubiając się, maż i żona zapraszają Chrystusa do budowania swojego związku. Zawierają przymierze, którego istnienie domaga się Bożej obecności.

CO POZA MAŁŻEŃSTWEM?

Apostoł Paweł dobrze wie, że Jezus pochwalał także życie osób samotnych, które nie zdecydowały się na małżeństwo ze względu na Królestwo Boże. W siódmym rozdziale I Listu do Koryntian, Paweł tego rodzaju wybór określa mianem charyzmatu, czyli daru dla Kościoła. Chodzi o samotne życie, świadomie wybrane z myślą o poświęceniu się służbie Bogu. Niekiedy osoby żyjące samotnie odkrywają w sobie ten charyzmat. Ich życie staje się niezwykle ważne dla Kościoła. Ale nie każdy zostaje w ten sposób obdarowany.

Dlatego Paweł pisze o ludziach, którzy żyją bez małżonka (single, wdowcy, wdowy), nie otrzymali (nie odkryli w sobie) charyzmatu samotnej służby Królestwu Bożemu i równocześnie „płoną” (także w sferze intymnej): „Lecz jeśli nie potrafiliby temu sprostać, niech wstępują w związki małżeńskie (gamesai – zaślubiają się)” (I Kor 7,9). Dlaczego? Tłumaczy to dokładnie wers drugi tego samego rozdziału: „Ze względu jednak na niebezpieczeństwo rozwiązłości (porneia) niech każdy ma swoją żonę, a każda swojego męża.” Wers ten oczywiście nie dotyczy osób, które „nie płoną”, lecz z różnych, często bardzo skomplikowanych życiowych powodów, pozostają samotne.

W świetle Bożego Słowa nie ma wątpliwości: Miejscem właściwym dla zjednoczenia się kobiety i mężczyzny, miejscem wybranym przez Boga dla kobiety i mężczyzny do stawania się jednym ciałem (także poprzez intymne pożycie) jest małżeństwo, rozumiane jako trwały związek kobiety i mężczyzny. Wchodzenie w relacje intymne poza (przed) małżeństwem jest więc grzechem. Dotyczy to wszystkich mężczyzn i kobiet, także nieheteronormatywnych.

Chrześcijanin, słysząc zachęty do złączenia się dwojga młodych ludzi bez małżeństwa – np. „bo wszyscy tak robią”, „na próbę” albo „dla zabawy” – powinien pamiętać, że w istocie są to zachęty do życia wbrew Bożemu Słowu. Do budowania domu na piasku, zamiast na skale.

OD KIEDY ZACZYNA SIĘ MAŁŻEŃSTWO?

Patrząc na historię Marii z Nazaretu i jej męża Józefa, na akceptującą obecność Jezusa na weselu w Kanie Galilejskiej, na wyraźne wskazanie Pawła piszącego o osobach, które nie potrafią sprostać samotności, aby wstępowały w związki małżeńskie (zaślubiały się), i pamiętając, że związki te są obrazem miłości Chrystusa do Kościoła, nie sposób pominąć publicznego wymiaru tej rzeczywistości. Bóg zawiera przymierze z ludem – publicznie. Zgodnie z Bożym Słowem przyszli małżonkowie mają opuścić ojca i matkę, złączyć się i stać jednym ciałem. Kiedy przyglądamy się małżeństwom w czasach Jezusa, widzimy, że dwa kluczowe elementy składające się na zawarcie małżeństwa (opuszczenie rodziców i złączenie się poprzez zawarcie przymierza) miały swój publiczny wyraz. Podobnie i dzisiaj postępują młodzi we wszystkich Kościołach. W ten sposób chrześcijanie odczytali Biblię. Pierwszym elementem, w którym zawiera się gotowość do opuszczenia domu rodzinnego, jest zgoda mężczyzny i kobiety na zawarcie związku. Gotowość ta jest wyrażana poprzez mniej lub bardziej uroczyste zaręczyny, przygotowanie w kościele do małżeństwa, zbadanie czy nie ma do niego przeszkód, planowanie materialnej przyszłości itp. Wszystko to ma swój publiczny wymiar.

Zaręczyny w czasach Jezusa były de facto pierwszym etapem zawierania małżeństwa. Młodzi stawali się małżonkami (wszyscy o tym wiedzieli), ale jeszcze bez wspólnego zamieszkania i pożycia. Dopiero uroczyste i publiczne przyprowadzenie żony do domu męża (niekiedy nawet pół roku po zaręczynach) dopełniało zaślubin (złączenia się). Oboje – mąż i żona – obwieszczali uroczyście i publicznie o swoim przymierzu. Dopiero wtedy mogli stać się jednym ciałem (także poprzez intymne zjednoczenie). Podobnie jest i dzisiaj. Współżycie intymne jest poprzedzone publicznymi zaręczynami (przygotowaniem) oraz ślubowaniem (zawarciem przymierza) w obecności Kościoła. Małżeństwo jest przymierzem na obraz tego, jakie Bóg (publicznie) zawarł ze swoim ludem. Przecież mężowie mają miłować żony jak Chrystus umiłował Kościół, a żony być oddane mężowi jak Panu (Adonai). Do realizacji takiej miłości trzeba zaprosić Boga. Samemu trudno byłoby sobie poradzić. Moment zaślubin jest więc właśnie takim uroczystym, publicznym zaproszeniem.

ZAGRODA TORY

Biblia przestrzega niejednokrotnie przed wkroczeniem na niebezpieczne dla człowieka tereny. Buduje ogrodzenia wokół nich. Przyjrzyjmy się kilku zagrodom, szczególnie ważnym dla małżonków. W Kazaniu na górze Jezus stawia ogrodzenie wokół przykazania „Nie cudzołóż”, mówiąc: „Każdy, kto pożądliwie patrzy na kobietę, już się w swoim sercu dopuścił się z nią cudzołóstwa” (Mt 5,28). Cudzołóstwo zaczyna się od zgody wydanej w sercu, od planowania zdrady, od mentalnego przyzwolenia na seks pozamałżeński. Pożądliwe spojrzenie to takie zachowanie, które z drugiej osoby czyni przedmiot do sprawienia sobie przyjemności seksualnej. Ale drogą do cudzołóstwa może być również lekkomyślne podjęcie działań, które zazwyczaj prowadzą do grzechu w tej dziedzinie. Np. wspólne zamieszkanie dwojga zakochanych przed małżeństwem. Kobieta i mężczyzna, którzy nie są mężem i żoną, nie mogą okłamywać i mówić swoim ciałem, że są małżeństwem. Każdy z nich w swoim sercu dobrze wie, kiedy zaczyna całym sobą w tej sprawie kłamać.

Kolejna zagroda, o której warto wspomnieć w kontekście małżeńskich relacji, również pochodzi z Kazania na górze. Jezus buduje ogrodzenie wokół zakazu morderstwa i mówi: „Każdy, kto gniewa się na swego brata, będzie osądzony” (Mt 5,22). Na pewno zdanie to nie dotyczy gwałtownego wyrażania sprzeciwu wobec zła. Bo to zdarzało się i Jezusowi. O co więc dokładnie chodzi? Jezus przestrzega przed pojawieniem się w ludzkich relacjach pogardy, poniżania, cynizmu, rozciągania złej oceny z czynu na osobę, która go dokonała. Jeśli tak rozumiany gniew będzie miał miejsce w mniejszych lub większych małżeńskich sporach, zacznie zabijać. Zamiast poszukiwania wspólnego dobra, życie małżonków wypełni udowadnianie kto ma rację, kto jest ważniejszy, a kto głupszy, mniej wartościowy, mniej święty. Nie ma to nic wspólnego z miłością, jaką Chrystus kocha Kościół.

I jeszcze jedna zagroda, tym razem z Listu do Efezjan. Paweł pisze: „…nie upijajcie się winem, bo to prowadzi do rozwiązłości” (Ef 5,18). Podobnie jak poprzednie dwa ogrodzenia, także i to nie zostało zbudowane tylko dla małżeństw. Nadużywanie alkoholu – zdaniem Apostoła – prowadzi do rozrzutności moralnej, roztrwonienia siebie, chaosu, także w sferze relacji seksualnych. A ludzkie doświadczenie uczy, że niejedna zdrada miała swój początek w nadmiernej ilości wypitego alkoholu.

Każda z opisanych zagród Tory oraz inne w Biblii postawione, domagają się odrębnych tekstów wykraczających poza ramy rozważań o małżeństwie.

FOLLOW ME

  • Facebook Classic
  • Twitter Classic
  • c-youtube

© 2023 by Samanta Jonse. Proudly created with Wix.com